czwartek, 23 czerwca 2016

Nie ma mnie.

1 komentarz:
Nie ma mnie.
Straciłem dystans do społeczeństwa pro-any, sporo rzeczy które było mi obojętnych, nagle mnie boli. Nie obraźcie się, ale mam was na razie dość. Tak to bywa, kiedy ma się antyspołeczną i chwiejną osobowość. Wrócę za jakiś czas, nie wiem, za 2 dni czy za 2 miesiące, ale jeszcze wrócę.



wtorek, 21 czerwca 2016

#1, #2, Bo perfekcja jest nudna.

6 komentarzy:
Głodówka za mną, poszło nad wyraz łatwo i bez myślenia o żarciu. Po tych wielkich napadach to było aż niespodziewane.
W pierwszy dzień ćwiczyłem 30 minut z Chodakiem, w drugi za mało czasu i chęci.

Ważko- przykro mi, że odbierasz moją pro-mię jako słabość, bo jestem silny i potrafię nie jeść, jeśli chcę. To mój wybór i świadome pozwolenie sobie raz na jakiś czas na napady. Lubię to i uważam, że mam do tego pełne prawo. Mówisz, że wymiotowanie to niszczenie siebie, żółte zęby i tak dalej. A ja powiem, że głodzenie się to anorektyczny meszek, wycieńczenie organizmu wraz ze śmiercią głodową. Kłamstwo? Oczywiście, że tak. Tak samo jak skrajna pro-ana (czy anoreksja...) doprowadza do zniszczenia, tak samo rzyganie po kilka razy na dzień skutkuje żółtymi zębami. Mam znajomą bulimiczkę rzygającą od 2 lat w różnych częstotliwościach, nie zauważa pogorszenia stanu zębów z tego tytułu. Lepiej samemu pomyśleć, niż ślepo wierzyć wszystkiemu o czym mowa w środowisku zdrowego odżywiania, czy nawet w samej pro-anie.
Mówisz o "idealnej diecie Wiktora". Jeśli Tobie podoba się perfekcjonizm to w porządku, ale nie wmawiaj go mi- bardzo Cię o to proszę. Mówię o Perfekcji w kontekście bycia ładnym, ale nigdy nie byłem ani nie będę perfekcjonistą. To nudne i na dłuższą metę męczące.
 



niedziela, 19 czerwca 2016

#1 Diety Baletnicy, zapowiedź nastania Ery Pro-Mia

5 komentarzy:
W skrócie. Po zerwaniu z D. stwierdziłem, że skoro nie mam chłopaka nie muszę się odchudzać. Było źle, bo się obżerałem. Wbrew dostarczanym do organizmu kaloriom miałem zawroty głowy i czułem, że im więcej w moim żołądku kalorii, tym mniej energii mam.  Pod koniec moich ekscesów wziąłem się w garść i wymiotowałem, wiecie że umiem rzygać bez wkładania palców? Mistrzostwo. I jestem pro-mia.
Byłem na siebie wkurwiony, ale nie nienawidziłem się. Nie umiem się nienawidzić, to chyba dobrze.

Lyan, mówisz, że jestem wzorem. Byłbym z tym twierdzeniem ostrożny, bo o ile mój optymizm może się udzielać, to styl życia... dla wielu może przynieść szkody. Mam skłonność do ryzyka i takich... dziwnych zachowań. I jestem masochistą w każdym aspekcie tego słowa. Lubicie zawalać dietę? Ja kocham. Pierdolę ABC, idę na Baletnicę, podejście drugie i ostatnie. Ułożyłem sobie plan. I nie, nie będę podczas niej wykraczał poza limity. Zobaczycie sami jak będzie wyglądać moja pro-mia.




Taki tam Wiktor

3 komentarze:
GG: 50729635. Mam wiecznie status "Zaraz wracam", to metafora. Symbolizuje mój przyszły powrót do świata.

Jestem osobliwym stworzonkiem z gatunku Wiktorus Niepospolitus. Zwierzątko to odznacza się inteligencją o poziomie zjęczałego jogurtu, nieodpowiedzialnością, robieniem co mu się podoba, brakiem zahamowań, ciekawskością i wtrynianiem nosa w nie swoje sprawy. Jest to miły, mały gryzoń z różowym futerkiem. Lubi się łasić i przytulać, ale kiedy jest głodny bardzo gryzie. Ciałem w klatce, duchem na dzikim stepie. Chomik niezwykle odważny, jedynie jego głupota przewyższa odwagę.

Istota bezpłciowa, hermafrodyta wykraczającym poza sztuczne pojęcie "płci kulturowej". Nie jest chłopcem. Ani dziewczynką. Po prostu chomik Wiktorek, uwielbiający łamać wszelkie konwencje społeczne i naruszać ład i porządek. Wprowadza chaos gdziekolwiek się nie pojawi. Ma osobliwy stosunek do ludzi, raz bardzo towarzyski i uroczy, raz socjopatyczny i pragnący wytępić całą ludzkość. Ludzkie mięsko, omnomnom. Kocha mięso, chociaż jest wegetarianinem, a przynajmniej tak twierdzi. Skończony hipokryta.

Ma własne zdanie i styl, lubi gdy wytrzeszczają za nim gały na ulicy i komplementują. Kocha czarne ciuchy i kolorowe włosy. Lubi słowo "pedał" i chętnie używa go wobec siebie. Typowy, zbuntowany nastolatek, który nigdy nie dorośnie. Forever 15. Podobno głosi "tyranię biseksualizmu". Anarchista, kosmopolita, antypsychiatra, poliamorysta, degenderat i wyrzutek społeczeństwa, unoszący się aktualnie w bezkresnej otchłani swojego umysłu. Kreuje swój własny, schizofreniczny świat, który (o zgrozo) jest prawdziwszy niż ten, w którym przebywa większość ludzi. Wierzy, że wszechświat jest programem komputerowym.

W przyszłości sklonuje siebie i zamieszka ze sobą w pięknym, urządzonym w niekonwencjonalny sposób domu w Australii. Będzie działaczem feministycznym i psychologiem. Jebie go, że z jego stopniami nie dostanie się nawet do zawodówki, jak Wiktor czegoś chce to Wiktor coś dostanie. Rozpieszczony bachor. Uparcie dąży do celu i wkurza się, jak ktoś mu przeszkadza. Tyczy się zwłaszcza odchudzania.

Odchudzanie Wiktora to temat na książkę! (A propos. Chce napisać książkę o pro-anie, nawet już zaczął. Ogółem chce pisać książki, ale takie naukowe). Kompleksy i niskie poczucie własnej wartości miał od dzieciństwa (na szczęście oba przeszły), odchudza się od października 2015 r z wielką przerwą przeoraną kompulsami i bulimią. <wstyyyyd>
Reprezentuje tak zwaną zdrową pro-anę/ pro-mię, nie chce się zniszczyć, za bardzo siebie kocha. Podoba mu się chude, ale nie kościste ciało. Cel- piękna, duża przerwa między udami i jak najmniej widoczne kości (fuj!). Wierzy w perfekcję i chce ją osiągnąć. Ana/Mia stanowi dla niego środek do celu, ale także społeczność w którą jest w jakiś sposób zaangażowany.

A na koniec taka zjebana morda, hau hau.




środa, 15 czerwca 2016

Złamane serduszko

8 komentarzy:

D. ze mną zerwał, choć On uważa, że to ja Go rzuciłem. Najwłaściwiej by powiedzieć, że oboje ze sobą zerwaliśmy. Ja czułem się w tej relacji jak zamknięty w klatce, On nie chciał chłopaka, który nie spełnia jego oczekiwań. D. uważał, że się niszczę, tnę się,  ćpam, zachowuję autodestruktywnie i mam anoreksję. Nie przyjmował do wiadomości, że po prostu chcę zrzucić parę kilogramów, a cięcie się nie jest skutkiem nieradzenia sobie z negatywnymi emocjami, tylko masochizmem.

Nasz związek trwał 5 miesięcy. Typowy, krótkoterminowy młodzieńczy związek. Żal mi siebie że oczekiwałem cudów. Marzyłem o mieszkaniu z Nim w Australii, weganizmie, obydwoje chcieliśmy być psychologami, dużo podróżować. Byłem pewien, że się uda. Będziemy cholernie szczęśliwi w tym wielkim, pięknym domu w Australii. Skończyło się jak niemal każdy związek w naszym wieku; niczym.

Kłótnia o pierdołę, która rozwinęła się w kłótnię o coś poważnego. Moja sugestia, że się nie zmienię i powinien akceptować mnie takiego jakim jestem. Oświadczenie D., że mogę się niszczyć i robić co chcę, byle bez Niego. Płacz, dużo płaczu. Potem złość, pogarda, następnie ulga. Znowu łzy. Potem spokój. Kabanosy o północy w imię tępego sprzeciwu wegetarianizmowi D. Teraz po prostu smutek.

Te wszystkie wyznania, składane przysięgi i słowa rzucane na wiatr. Wszystko mnie boli. Czuję się pusto, dosłownie jakbym oddał Mu swe serce. Zastanawiam się czy D. czuje to samo, czy bardzo Go to rani? Najprawdopodobniej mnie nienawidzi po tym, co sadystycznie napisałem Mu na pożegnanie (-Może znajdź sobie porządnego psychiatrę? -Może znajdę sobie porządnego chłopaka). Wywalił mnie z kontaktów. Tak się kończy miłość proszę Państwa!

Grunt to zdać sobie sprawę, że w tej grze zwanej życiem jesteśmy zdani tylko na siebie.
Każdy jest centrum swojego mini- wszechświata. Ludzie w dupie mają to jak się czujemy, bardziej interesuje ich to jak myślą, że się czujemy.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

#28 Koniec Porcelain Princess Diet XDDD

4 komentarze:
W moim życiu stało się kilka przykrych rzeczy, o których nie chcę mówić. Miałem już dość diety i dość wszystkiego, rzuciłem się na żarcie. I tak od 16 do 19 wpierdoliłem ze 2000 kcal.

Dalej bym jadł. D. nie daje znaku życia a mnie krew zalewa. Ale wiem po moich wczorajszych ekscesach, że to tylko pogorszy sprawę. Muszę wziąć się w garść, podnieść z ziemi, poprawić koronę i zapieprzać dalej.

Nie lubię chyba być na własno-ułożonych dietach, to mało mnie motywuje. Przepraszam że tak zmieniam te diety, ale teraz... już ostatni raz. Na Baletnicy dużo schudłem i to daje mi kopa do działania, więc przechodzę na nią. Oczywiście z trzymaniem się limitów z ABC.



niedziela, 12 czerwca 2016

#26, #27 Start Porcelain Princess Diet

5 komentarzy:

Ten weekend poszedł w pizdu, bo alkohol. Nie mam wyrzutów sumienia, gdyż ten duchowy narząd już dawno we mnie zdychł.

Od jutra (poniedziałek) zaczynam ułożoną przez siebie dietę:
Będę jeść to co w niej, ale trzymać się limitów w ABC.