Głodówka za mną, poszło nad wyraz łatwo i bez myślenia o żarciu. Po tych wielkich napadach to było aż niespodziewane.
W pierwszy dzień ćwiczyłem 30 minut z Chodakiem, w drugi za mało czasu i chęci.
Ważko- przykro mi, że odbierasz moją pro-mię jako słabość, bo jestem silny i potrafię nie jeść, jeśli chcę. To mój wybór i świadome pozwolenie sobie raz na jakiś czas na napady. Lubię to i uważam, że mam do tego pełne prawo. Mówisz, że wymiotowanie to niszczenie siebie, żółte zęby i tak dalej. A ja powiem, że głodzenie się to anorektyczny meszek, wycieńczenie organizmu wraz ze śmiercią głodową. Kłamstwo? Oczywiście, że tak. Tak samo jak skrajna pro-ana (czy anoreksja...) doprowadza do zniszczenia, tak samo rzyganie po kilka razy na dzień skutkuje żółtymi zębami. Mam znajomą bulimiczkę rzygającą od 2 lat w różnych częstotliwościach, nie zauważa pogorszenia stanu zębów z tego tytułu. Lepiej samemu pomyśleć, niż ślepo wierzyć wszystkiemu o czym mowa w środowisku zdrowego odżywiania, czy nawet w samej pro-anie.
Mówisz o "idealnej diecie Wiktora". Jeśli Tobie podoba się perfekcjonizm to w porządku, ale nie wmawiaj go mi- bardzo Cię o to proszę. Mówię o Perfekcji w kontekście bycia ładnym, ale nigdy nie byłem ani nie będę perfekcjonistą. To nudne i na dłuższą metę męczące.

Zgadzam się z Tobą co do perfekcji, to wygląd powinien być perfekcyjny a nie to jak się go osiąga bo życie jest tak dynamiczne i zmienne że nie ma co poświęcać energii na bezsensowną perfekcje. Cele osiąga się tak jak sie chce i umie ;)Gratki z zaliczenia głodówki ^^
OdpowiedzUsuńTutaj pani od tego długiego komentarza z poprzedniego postu.
OdpowiedzUsuńChciałam olać Twoją odpowiedź, bo czuję, że jesteś pewien swojego zdania i nie dam rady Cię przekonać. Ale nie potrafię. Szczerze mówiąc nieczęsto zdarza mi się, by moja obojętność mnie opuściła, ale tak się właśnie stało.
No więc Wiktorze. Nie wątpię w to, że wiesz kim jesteś. Jednak zastanawiam się, czy daje Ci to pełnie szczęścia. Kolejną zagwozdką jest dla mnie to, czy potrafisz rozróżniać uczucia.
Jednego dnia kochasz, a kolejnego przestaje Ci zależeć. W takim razie czy my nadal mówimy o miłości. Fascynacja, zauroczenie - owszem. Ale miłość to za wiele. Wydaję mi się, że jeszcze nie dojrzałeś do tego, co nazywamy związkiem. Krzywdzisz siebie i innych, Wiktorze. I jeżeli ze krzywdzeniem siebie jest ci dobrze, to nie ma sprawy. Ale w takim razie nie wplątuj się w głębsze relacje z innymi, bo oni nie są masochistami i niekoniecznie chcą dostać "po mordzie". I wydaję mi się, że złamane serce, to rodzaj bólu, który nawet Tobie nie sprawia przyjemności.
Jestem szczęśliwy.
UsuńMyślę, że po prostu ciężko mi się głębiej zakochać. Raz tak się zdarzyło i trwało (trwa?) 2,5 roku. 2,5 roku bardzo ciężkiej, nieszczęśliwej miłości.
Nie chcę związku. Już mam tego dosyć.
I jeżeli uważasz że to złe, iż nie płaczę za D. 24/7 tylko żyję dalej i próbuję się ogarnąć, to sorry.
Chcę tylko zauwążyć, że przez calutki czas związku TO JA cierpiałem i dostawałem po mordzie od tego rozchwianego emocjonalnie chłopaka, a ja zagryzałem zęby i zawsze traktowałem go jak księcia.
Paniczu. Po prostu miej do tego wszystkiego dystans. Do tej całej pro any. Po prostu nie pozwól utrwalić sie pewnym schematom, nie pozwól żeby zostały Ci w głowie. Dystans to klucz do sukcesu. :)
OdpowiedzUsuńNo i dobrze, działaj tak jak tego chcesz. Na pewno lepiej byłoby, żebyś działał po swojemu i dobrze. Wydaje mi się, że wymiotowanie raz na jakiś czas Ci krzywdy nie zrobi... ale mimo to nie przesadzaj. I bądź ostrożny, bo się trochę martwię.
OdpowiedzUsuńA ja mam inne zdanie co perfekcjonizmu.
Ja sama bycia perfekcjonistką bardzo pożądam. Nie uważam, że jest to nudne - tak sobie mówiłam siedząc z paczką chipsów, tlustymi wlosami i pokojem w kompletnym syfie. Nie jest nudne, jest doskonałe, bardzo chciane w społeczeństwie, daje niesamowicie wiele korzyści, zawsze ponadprzeciętność. Bo kto celuje w księżyc, nawet w niego nie trafiając znajdzie się między gwiazdami. Także ja mimo wszystko byłabym w stanie się poświęcić dla tej mojej perfekcji.
Przepraszam, że czasem nie komentuję twoich postów, Victoriuszu. Wiesz, czasem nie wiem co napisać, więc nie piszę nic. Z doświadczenia wiem, że lepiej milczeć, niż niechcący ranić.
Dwulicowość również potrafi zaboleć.
Usuń