Miałem pisać o swoim życiu, a więc opiszę mój dzisiejszy wieczór/noc. Sporo powiem o sobie- uprzedzam, lepiej ściągnijcie bluzy, bluzki, T-shirty czy co tam macie, bo będzie gorąco ^^
Zerwałem z dziewczyną, z którą byłem w związku na odległość. A. to fajna laska. Dobrze się dogadujemy, ale nie czuję do niej takiej chemii jaką darzę D. Żeby ktoś nie pomyślał, że ja tu jakieś zdrady i Sodomy Gomory, sprostuję- jestem poliamorystą i wchodzę w związki z więcej niż 1 osobą za przyzwoleniem wszystkich stron.
To była pierwsza osoba z którą zerwałem. Szczerze? Jestem rozczarowany. Zawsze mówiła że żyć beze mnie nie może, zabiłaby się gdybym ją zostawił, ale zerwanie przyjęła względnie dobrze. Z początku było ostro, mówienie mi co o mnie sądzi, później później chyba alkohol bardziej uderzył jej do głowy, bo wygłupialiśmy się (na trzeźwo zachowuję się gorzej niż ona pijana, omg) i zostałem poczęstowany starym, ale jarym tekstem "zostańmy przyjaciółmi".
A. zanim się pogodziliśmy ni z dupy ni z pietruchy wyjechała z tekstem, że D. mnie zostawi i jeszcze zobaczę, bo "tak to jest w tym wieku". Zarzucała mu że może się mną bawić, wykorzystywać i skąd mam w ogóle pewność, że mnie kocha. Oczywiście nie mam pewności- nic w życiu nie jest pewne, ale to nie oznacza że mamy nikomu nie ufać. Przynajmiej ja wychodzę z takiego założenia. Stwierdziła, iż D. nie mówi mi prawdy i mówił W. (mojej byłej z którą A. są bff), że brzydzi się moim szmaceniem się. Zażądałem dowodów. Trochę zajęło jej wysyłanie screena, bo widziała potrójnie i nic nie dało się z nią dogadać.
W tym czasie więc napisałem do W., mojej transseksualnej eks dziewczyny (ta informacja o płci będzie potrzebna w ogarnięciu dalszej części). Po prostu wypaliłem do niej z prośbą, żeby powiedziała co D. jej mówił. Twierdziła, że nic i wcale nie gadali, no i dlaczego on miałby mnie okłamywać. Cała rozmowa nie należała do najprzyjemniejszych- aluzje jakim to kłamcą nie jestem, skrzywdziłem ją i tym podobne. Skończyło się na wyzywaniu mnie od "małych kurewek", "ohydnych, bezwstydnych dziwek" oraz na powiedzeniu mi, że mam "jej ssać fiuta, albo lepiej- ssać pierwszemu lepszemu samcowi z ulicy".
A. w upojeniu alkoholowym udało się wysłać mi pośredni dowód zbrodni- rozmowę w której W. pisze do A., że opieprzyła D. że jest szmatą, skoro pozwala własnemu chłopakowi robić takie rzeczy. Wiem o tej rozmowie od D., ale ponoć ją olał. Według tamtej konwersacji D. miał jakoby zwierzać się W., że jest bezsilny i wie, że kiedy ustępuje robi mi krzywdę, ale jak nie ustępuje czuję się szczuty i odrzucony.
Kiedy przeczytałem tego screena zalała mnie fala rozpaczy, uczucie jakby świat mi się zawalił. Trwało to dosłownie 5 sekund, bo tak ucieszyłem się że czuję tak silną emocję, że się ucieszyłem hahaha. Fala rozpaczy w ułamek sekundy przeszła w tsunami euforii, by teraz opaść i wynieść mnie na spokojne morze obojętności.
Nie skonfrontuję tego screena z D., mowy nie ma. Jeśli bym to zrobił musiałbym zarazem odbyć poważną rozmowę na moje tematy, a on zażyczyłby sobie przestania czegoś, czego ja nie chcę przestać robić. W dodatku nie chodzi tylko o to. Doskonale zdaję sobie sprawę, że D. mimo iż pozornie akceptuje moje odchyły od norm żywieniowych martwi się- nic dziwnego zresztą, skoro sam miał zaburzenia odżywiania.
Wolę żyć w świecie iluzji. Jestem z tych nielicznych osób które na pytanie "co lepsze: słodkie kłamstwo czy gorzka prawda?" odpowiedzą bez wachania 'słodkie kłamstwo'. Tak jak jest teraz jest idealnie, nie lubię kiedy ktoś się o mnie troszczy. To mega irytujące.
Naturalnie, w moim egocentryzmie myślę również o D. Nie chcę by się martwił, ale rozmowa gówno da, jedynie podsyci jego nerwy. On musi to zaakceptować skoro mnie kocha. Nie chodzi o to, że brak mi samokrytyki, po prostu nie widzę nic niewłaściwego w swoim postępowaniu. Kiedy kocham kogoś akceptuję go całego i nie chcę zmieniać ukochanej osoby, bo jest dla mnie idealna. Chcę dostać to samo. Czy oczekuję za wiele?
*Wybaczcie za to, że musicie się domyślać o co chodzi z "tym", jestem zbyt delikatny by mówić o takich rzeczach wprost
Cholera, rzeczywiście gorąco ;-; *rozbiera się* Jak inni tu trafią to niezły burdel powstanie.. xD Gome~! A teraz.. mój niedojebany mózg yaoistki kazał mi piszczeć przez cały czas czytania. Ty jesteś taaki słodki! <3 I podoba mi się Twoje podejście do życia. U mnie by to nie wyszło, dostaję palpitacji serca na samą myśl, że "ktoś" może chociażby na moją przyjaciółkę spojrzeć~
OdpowiedzUsuńHmm.. bądź silny i nie przejmuj się tą całą sytuacją. Chyba nawet nie muszę tego pisać - silny z Ciebie chłopak! *głaszcze go*
Prze.. przepraszam. Pewnie ten komentarz jest dziwnyy.
Ojej, dziękuję ^^ *przysuwa się bliżej by mogła go pogłaskać*
UsuńNa początek- nie zdejmę koszulki, bo matka obok. Więcej tłumaczeń chyba nie trzeba. :D
OdpowiedzUsuńNiezła sucz z tej A. :D To takie typowe, żeby najgorsze świństwa wyciągać na wierzch po rozstaniu, a tak to "przecież nic się nie dzieje". Po zakończeniu poprzednich przyjazni tez tak u mnie bylo. Zawsze. Więc skądś to znam. :p
Ten jej tekst z tym fiutem był dobry, chichoczę jak porąbana. xD You made ny day. XD
Masz naprawdę wspaniałego chłopaka, mimo wszystko. Też bym chciała znaleźć takiego mężczyznę, który bardzo by mnie kochał, martwił się o mnie, ale też akceptowal moje wybory i, no cóż, po prostu mi tak bezgranicznie ufal. To skarb. :D
Tym postem dałeś mi inne spojrzenie na niektóre sprawy. Po pierwsze:
"nic w życiu nie jest pewne, ale to nie znaczy, że nie mamy nikomu ufać" - rozgorzałeś tym moje serduszko. :)
A druga sprawa to właśnie z tym chłopakiem, z tym, że akceptuje twoje czyny i ci ufa, że to tak powinna wyglądać miłość. Zawsze rozumiałam moją mamę, która tak mnie od razu odciagala od pro-any, na najróżniejsze sposoby. Ale teraz patrzę na to trochę inaczej. Jeżeli coś zauwazy - to jej wyjaśnię, że może mi ufać, że przecież tak to się nie skończy, ze nie jestem głupia. Jeżeli kocha, to zaakceptuje. Dzięki za tego posta, Paniczu. :)
Trzymaj się, i oby wszystko się powiodło tam u Ciebie! ;*
Na początek- nie zdejmę koszulki, bo matka obok. Więcej tłumaczeń chyba nie trzeba. :D
OdpowiedzUsuńNiezła sucz z tej A. :D To takie typowe, żeby najgorsze świństwa wyciągać na wierzch po rozstaniu, a tak to "przecież nic się nie dzieje". Po zakończeniu poprzednich przyjazni tez tak u mnie bylo. Zawsze. Więc skądś to znam. :p
Ten jej tekst z tym fiutem był dobry, chichoczę jak porąbana. xD You made ny day. XD
Masz naprawdę wspaniałego chłopaka, mimo wszystko. Też bym chciała znaleźć takiego mężczyznę, który bardzo by mnie kochał, martwił się o mnie, ale też akceptowal moje wybory i, no cóż, po prostu mi tak bezgranicznie ufal. To skarb. :D
Tym postem dałeś mi inne spojrzenie na niektóre sprawy. Po pierwsze:
"nic w życiu nie jest pewne, ale to nie znaczy, że nie mamy nikomu ufać" - rozgorzałeś tym moje serduszko. :)
A druga sprawa to właśnie z tym chłopakiem, z tym, że akceptuje twoje czyny i ci ufa, że to tak powinna wyglądać miłość. Zawsze rozumiałam moją mamę, która tak mnie od razu odciagala od pro-any, na najróżniejsze sposoby. Ale teraz patrzę na to trochę inaczej. Jeżeli coś zauwazy - to jej wyjaśnię, że może mi ufać, że przecież tak to się nie skończy, ze nie jestem głupia. Jeżeli kocha, to zaakceptuje. Dzięki za tego posta, Paniczu. :)
Trzymaj się, i oby wszystko się powiodło tam u Ciebie! ;*
Yuhuuu! Dodałeś💕
OdpowiedzUsuńSorry, ale od momentu, kiedy przeczytałam tytuł, śmiałam się bez przerwy. To jak najbardziej poważna sprawa, ale tak po prostu mam, jak mnie coś zssmuci, albo po prostu czuję się absurdalnie.
Pałam do Ciebie empatią...czujesz te fale? Co do 'A' mówiłeś, że fajna babka, a tu z takim głanem wyjeżdża. Może tak naprawdę cierpiała?
Dobrze, że masz swoją miłość, swojego chłopaka i szczerze się do telefonu, bo tak dobrze się dogadujecie. Powodzenia!
(づ ̄ ³ ̄)づ
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńMatko, no nie powiem akcja jak z jakiegoś filmu. Aż chciałam zrobić sobie popcorn , no ale przecież niestety jestem na diecie. :( Co do zdejmowania bluzki, to została jednak na swoim miejscu. Głupi sąsiedzi zobaczyliby za dużo :P.
OdpowiedzUsuńA ta "A", to jest taka...taka....może lepiej nie będę kończyła :3. Mniejsza, grunt że miałam ochotę osobiście dać jej nauczkę. Oj popamiętałaby mnie do końca życia :D. No wiesz za kłaki i fruuu zamiatamy podłogę, ale byś miał czyściutki pokój.
Mogę Ci pomóc ją unieruchomić~
UsuńTrza współpracować xD
UsuńAleż oczywiście. Nie ma,to jak dobra zabawa w grupie. :D
UsuńSzczerze? Mój mały móżdżek jest tak zdezorientowany czytając cokolwiek, że nie wyrabiam. Dlatego, żeby połapać się kto co gdzie kiedy i jak, musiałam przeczytać parę razy. Wiesz co jest smutne? Że jesteśmy z kimś w relacji i pozornie wszystko cacy itd., a dopiero jak się na siebie zdenerwujemy, to słyszymy o sobie najgorsze rzeczy. Co jest pocieszające, zazwyczaj nie są prawdziwe. To tylko takie uproszczone obrazy rzeczywistości, które powstały w silnych emocjach albo w zimnej suczowatej zawiści. Dobrze, że A. już za Tobą. A co do tego: "Kiedy kocham kogoś akceptuję go całego i nie chcę zmieniać ukochanej osoby, bo jest dla mnie idealna." Piękne. Naprawdę. Rzadkie nawet wśród dorosłych, by okazać taką dojrzałość. Gratuluję. :* Powodzenia z D.
OdpowiedzUsuńWszyscy tutaj piszą, że A to sucz - no i to prawda.
OdpowiedzUsuńA ja myślę, że nikt nie jest w tanie przebić W pod tym względem :D
Okey...okey... okey.. okey... mam malo czasu do pisania..ale przez cale czytanie postu mialam odchylona glowe ze zdziwienia. Kurde. Skomplikowane i no fakt. Pierwszy akapit jest trafny...
OdpowiedzUsuńWydaje mi sie , ze to nie chodzi o akceptacje.oczekujesz akceptacji masz ja.gdyby tak nie bylo twoj chlopak dawno by ci wpychal jedzenie do gardla. Mowisz , ze mial zaburzenia. Wiec rozumie,ale martwi sie , ze wejdziesz w to samo. Tak samo jak i ja. Bo to widac paniczu. Tak tak.posales , ze nie lubisz jak ktos sie martwi.
Powtarzam jeszcze to nie brak akceptacji tylko troska, twoj pan D zna skutki.
O, w końcu jesteś!
UsuńTo jest ocenianie po sobie. To, że u Ciebie spowodowało to jakiś skutek nie znaczy że u drugiej osoby będzie tak samo. :v powtarzam się, wiem, ale ja tak uważam.
Tez sie stesknilam...Jestem ale tylko na jeden dzien... oh.. zobacz na poczte, zqtluke cie kiedys za to, dobijasz mnie! :D ocenianie po sobie. Nie oznacza chyba braku akceptacji. Tylko kierowanie sie swoim doswiadczeniem dla dobra drugiej osoby.
UsuńHm skoro spowodowalo to taki sam skutek u tysiaca osob lub wiecej dlaczego nie mialo by tego nie spowodowac u ciebie , zwracajac uwage dodatkowo na twoja wrazliwosc przez co jestes na to bardziej podatny ? Wiem, ze jestes wyjatkowy , jak kazdy () to zawsze mnie dobija , wyjatkowosc jaka ma kazdy) ale jestes czlowiekiem, przezyles duzo, masz wiecej ran. Jak masz wiecej ran , latwiej dochodzi do zakazenia...Nie wiem czy sie powtarzasz. I nie mam ci tego nawet za zle jesli by tak bylo. Dobrze , ze masz swoje zdanie. Ja tylko chce pogadac , tyle , poznaz zrozumiec. Pamietaj. Nieche ci kazan i gadac , ze robisz zle. Ty ponosisz konsekwencje i jestes odpowiedzialny za to co robisz .
No cóż, gorąco jest,ale nie aż tak aby zdejmować koszulkę :p
OdpowiedzUsuńSytuacja jest dosć skomplikowana i przerażająca z lekka.
No i wiem, że nie ładnie jest oceniać ludzi,których się nie zna no, ale W. i A. to jakieś totalne bezmózgi :v