sobota, 21 maja 2016

Mała porażka i wielkie zwycięstwo nad sobą

6sty dzień ABC zawaliłem, można mi dać splaszczaka w ryj. Około 350/200 kcal. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło- POWSTRZYMAŁEM SIĘ. Jestem z tego nieszczęsnego gatunku ludzi, którzy stawiają wszystko albo nic. Idą na całość, albo spierdalają całą pracę, którą włożyli w zrobienie czegoś. Tak samo jest u mnie z jedzeniem, gdy choć odrobinę zawalę cała dieta idzie w pizdu. Tym razem było inaczej- i jestem z siebie dumny :') Na dodatek pewno spaliłem wszystko podczas 3 godzinnego spaceru z psem dość szybkim krokiem. Być może jest to krok w pokonaniu moich niekontrolowanych ciągów bulimicznych.?



5 komentarzy:

  1. Jestem z Ciebie dumna Paniczu xp tymbardziej że te 150 kalorii szybciutko spaliłeś. Ja teraz ze swoim piesełem się szlajam po lesie x3 też gram va bank xD
    Powodzenia~

    OdpowiedzUsuń
  2. Dać Tobie z splaskacza? No co ty, szkoda mojej rączki... to, znaczy Twojej twarzyczki O:).
    Wiesz co? Dobrze, że wszystkiego nie zjadłeś, bo co by wtedy zostało dla mnie hymmm????

    OdpowiedzUsuń
  3. 350/200 kcal - to jak dla mnie zaliczony dzień :) kontynuuj dietę :) powodzenia

    kociak
    http://schudne30kg-namojejcuddiecie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo! Mam nadzieję, że pójdziesz w tym kierunku i nie będzie za dużo napadów. Masz ciężej, ale pokonałeś problem. Serio. I szkoda buziaczka (kiedy i czy wgl nam go ukarzesz?)😉 Życzę dalszych sukcesów chudzinko!

    OdpowiedzUsuń
  5. Denerwuje mnie i martwi twoja niedokladnosc w sprawdzaniu poczty.
    Ryzykuje wiele teraz, wiec to docen :P. Trzym sie... ciagow bulemicznych...

    OdpowiedzUsuń