poniedziałek, 30 maja 2016

Post demotywacyjny. Czytasz na własne ryzyko.

Spierdoliłem. Spierdoliłem. Spierdoliłem.

Nie wiem jak to się stało, nie wiem dlaczego nie zależało mi na tym, by siebie powstrzymać, nie wiem dlaczego miałem totalne wyjebanie.

W tamtym momencie byłem tylko ja i świeża Bułeczka, spoglądająca na mnie błagalnie jakby mówiła "Wiktor, daruj mi życie, nie zjadaj mnie!". Nie jestem litościwy. Jestem sadystą, zarówno względem swojego ciała jak i świeżej Bułeczki. Nie było litości. Bułeczka została zgładzona wraz z towarzyszką niewoli Szyneczką oraz kompanem tragedii Serkiem Almette.

Bułeczka odebrała mi racjonalne zmysły, zabrała mi resztkę myślącego "Ja", które płacze gdzieś zaszyte głęboko, gdzie Słońce nie dociera.

Wszedwszy do jamy potwora morskiego Lewiatana, zakupiłem 2 batony, pączka i loda. Na nieszczęście spotkałem moją znajomą, przed którą spierdoliłem, bo byłem zajęty. Miałem przecież randkę z moją Princessą. Było nam całkiem romantycznie, tak pod drzewem w cieniu, upojony tą miłością nie mogłem się nawet ruszyć. Nie wiedziałem, że motylki w brzuchu są takie bolesne.

Plan? Będę wstawiać swoje bilanse dietowe i ćwiczeniowe codziennie wieczorem. Uznałem że w sumie fajna sprawa, i to może zapobiec moim kolejnym "wybrykom". Przedtem wstawiałem je na forum, ale nie wchodzę już na nie (olać, że jestem Adminem) gdyż 90% osób nie lubię z powodów osobistych. (Jedna A., moja dwulicowa była, drugi L., były przyjaciel który z zawiści bynajmniej, bo czego innego,  nie chce mnie znać, K. nienormalna laska która tak najeżdża na mnie za małe bilanse, że aż musiałem ją zablokować, inna też nienormalna która mnie nie lubi- chyba z zazdrości o A., L. drugi admin, który jest jakiś aspołeczny i nie da się z nim normalnie pogadać, bo co chwila bez pożegnania wywala go na tydzień i nie wiadomo co z nim). Także od jutra moje bilanse wyjdą na światło dzienne, przygotujcie się więc na porządną dawkę motywacji c:
(Czemu napływ siły woli mam wtedy, kiedy jestem najedzony ;-;)

2 komentarze:

  1. Oj! Napływ woli właśnie w takim momencie jest czymś normalnym.
    Chociaż mi bardzo pomaga czytanie składów batonów, cukierków etc. Ugh.

    No ale trzymaj się ciepło. ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozśmieszyłeś mnie, Paniczu, a wiedz, że to jest wyczyn. Możesz wpisać sobie do CV. Oczywiście, nie śmieszy mnie to, że zjadłeś nie to, co zaplanowałeś, ale sposób w jaki to opisałeś. Ubóstwiam Cię w tym momencie :* Ja też dzisiaj kiepsko... Zjadłabym loda... Mmmmmm. Nie. Życzę Ci, byś znajdywał w sobie wolę w trudnych momentach. Dobry pomysł z wstawianiem bilansów. Po zjedzeniu czegoś nadprogramowego trudno przychodzi wpisanie tego na blogu. Pomaga! Całusy :*

    OdpowiedzUsuń